Mulgowie Markets

Animals, Australia, Cat, Food, Fotografia, Gooliwog, Jedzenie, Kot, Lockyer Valley, Podróże, Scollywag, Street Market, Travel Photography, Travelling, Zwierzęta

Mulgowie
Mulgowie
MulgowieMulgowieW ostatni piątek wróciłam do Londynu. Przygotowana na siąpiący deszcz, wiatr zrywający czapki z głów i temperatury bliskie zeru mocno się zdziwiłam wychodząc z lotniska na 20. stopniową temperaturę. Czyżby u nas też zawitała wiosna?
Jednak początki, jak zawsze, wcale nie są takie kolorowe, jeszcze zanim wylądowałam nie dał mi o sobie zapomnieć niekończący się tłok miasta i samolot krążył pół godziny nad Londynem a mnie w głowie pojawiła się myśl ‘Jeszcze dobrze nie wylądowałam, a już stoję w korku’. Wcale nie cieszyłam się na powrót i dużo szybciej niż się spodziewałam, przyzwyczaiłam się do dużo mniejszego ruchu, bezkresnej przestrzeni i podejścia do codzienności, w którym tak na prawdę niewiele rzeczy jest problemem. A przede wszystkim, towarzystwa Eli’a każdego dnia.
Czas już jednak wrócić do codzienności i zacząć podsumowywać i przekopywać się przez tony zdjęć przywiezionych z podróży.

• • •
I arrived back in London last Friday. Prepared for a heavy rain, wind that blows hats off peoples’ heads and temperatures close to 0, I was very surprised to walk out of the airport into 20°C. Is it spring time for us too?
However beginnings are never easy and even before landing, endless crowds of London decided to give me a big hello while we were circling around the City for half an hour, stuck in the air traffic. ‘I haven’t even landed properly and I’m already stuck in a jam’ – just popped into my head. I did not want to come back into the city and got used to the smaller amount of traffic, loads and loads of unbounded space and the ‘no worries’ attitude much sooner than I expected. Okay, who am I trying to trick? Having Eli’s company on a daily basis was a winner.
Now it’s time to go back to reality and start a recap of the trip and digging through piles of photos that I brought with me.

Mulgowie
Mills and Boon czyli australijskie harlekiny.
Mills and Boon, in other words, Australian women’s romance novels.


Mulgowie
Golliwog czyli lalka, którą w Australii miało kiedyś chyba każde dziecko. W latach 60. wprowadzono na rynek ciasteczka czekoladowe o tej samej nazwie, jednak na początku lat dwutysięcznych ‘golliwog’ okrzyknięto nazwą rasistowską i nadano im nową nazwę ‘scollywag’, która została aż do dzisiaj.
Golliwog is a toy that probably every child in Australia used to have. In the 1960s, biscuits with the same name were introduced to the Australian market. However in 2000s, it was decided that the name has a negative, racist overtone and was changed to ‘scallywag’ which was kept until these days.


Mulgowie
Profiteroles, czyli pączki z ciasta na eklerki.
Profiteroles – doughnuts made of éclair dough.

Dziś dodaję zdjęcia z targu pełnego różnych różności, do którego wybraliśmy się do Mulgowie w czasie naszego pobytu w Lockyer Valley. Mulgowie to małe miasteczko położone zaledwie kilkanaście kilometrów od miasta rodzinnego Eli’a gdzie wróciliśmy po południu żeby zatrzymać się u jego rodziców i spędzić chwilę bawiąc się z kotami. W efekcie chwila przerodziła się w dwie godziny w czasie których niezmordowanie próbowaliśmy przekonać je do siedzenia nieruchomo przez sekundę i urządzić im małą sesję zdjęciową.

• • •
Today I’m posting some pictures from a market full of odds and ends in Mulgowie, that we went to during our stay in Lockyer Valley. Mulgowie is a little town, just a few minutes away from Eli’s home town where we went to later in the afternoon to stop by his parents place and (among other things) give the cats a pat. In the end, a moment with cats turned into nearly 2 hours of tireless trying to convince them to sit still and give them a little photo-shoot.
MulgowieMulgowieMulgowie Targ w Mulgowie na pierwszy rzut oka przypomina trochę bardziej różnorodną wersję naszych polskich targów przepełnionych warzywami, owocami i ubraniami. Wyobraźcie więc sobie wizytę na typowym dla nas bazarze, wzbogaconym o używane książki, stragany z ciepłymi posiłkami i kącikiem dla Pani nucącej lokalne hity przy dźwiękach gitary. Dodajcie do tego pare krzeseł tu i tam, plotkujące panie siedzące przy kubku kawy, gwarne dzieci bawiące się kilka metrów dalej i co chwilę zaczepiających Was znajomych którzy przyjechali trochę na zakupy i chyba bardziej dla celów towarzyskich (jak zresztą 90% osób obecnych na targu). Jak się później okazało, wszystkie targi w Australii które miałam okazję odwiedzić mają bardzo podobny klimat i nigdzie nie brakuje muzyki wymieszanej z gwarem przekrzykujących się sprzedawców i plotkujących kupujących.

• • •
At first, Mulgowie market seemed much like many of London’s (and not only) countless street markets packed with food, clothes and other bits and pieces. But there’s many more differences than there seemed to be at a first glance.
Imagine a visit at a street market filled with all those things that I just mentioned, add a couple of stalls with warm food, a corner for a lady singing songs to the melody of a guitar that she’s playing, a couple of chairs here and there, ladies gossiping at a cup of coffee, cheerful kids playing few metres away and friends, who came there to do a bit of shopping and a bit more of socializing (like 90% of others present), stopping by to say hello. As I later found out, every market in Australia that I got to visit, has the exact same feel to it. Once visiting, you can’t miss out on some live music mixed with a buzz of sellers trying to outscream each other and gossiping shoppers.

Mulgowie
Mulgowie
Chocolate i Velcro nie zawiedli i wiernie pozowali do naszych zdjęć. Chyba podobało im się bycie w centrum uwagi.
Cholocale and Velcro didn’t let us down and patiently kept posing to our photos. I like to think that they liked the attention.


Mulgowie
Mulgowie
Mulgowie
Mulgowie

Advertisements

Parmegiana

Aubergine, Bakłażan, Cooking, Food, Food Photography, Fotografia, Gotowanie, Jedzenie

Parmegiana
Parmegiana
Parmegiana
Zanim zacznę dawkować Wam zdjęcia, pierwsze spostrzeżenia i odczucia z południowej półkuli, kraju kangurów, misi koala i wszelkiego rodzaju stworzeń które mogą zabić, podzielę się ostatnimi zdjęciami zrobionymi przed wyjazdem z Londynu.
Któregoś razu, znajoma włoszka z pracy zorganizowała obiad na którym pochwaliła się swoimi bezbłędnymi umiejętnościami kulinarnymi. Spośród całego stołu zastawionego samymi pysznościami, mnie posmakowała Parmegiana – zapiekanka z bakłażana która do złudzenia przypomina lasagne, tyle że bez makaronu. Wyciągnęłam więc od koleżanki przepis i pewnego popołudnia ugotowałam właśnie to. Przepis jest bardzo prosty, a warty uwagi szczególnie dlatego, że często brakuje nam pomysłów na to jak w dobry, prosty i smaczny sposób wykorzystać bakłażany. Na dodatek przygotowanie całości nie zajmuje dużo czasu.
• • •
Before I’ll start sharing all the photos and first perceptions and feelings towards the southern hemisphere, the country of kangaroos, koalas and all sorts of animals that can kill, I’ll share some of the last photos that I took in London before my departure.
One of these days, an Italian friend from work has organized dinner where she showed off her immaculate cooking skills. Out of a whole bunch of delicious dishes, my favourite quickly became a Parmegiana – baked version of aubergine with tomato sauce and cheese that reminded me of a healthier version of lasagne. I got the recipe out of my friend and tested it out myself one afternoon. The recipe is very simple and worth trying out especially that most of the time we lack ideas on how to use aubergine in an interesting way. And to make it all even better, cooking it doesn’t take up much time.

ParmegianaParmegiana
Parmegiana
ParmegianaParmegiana

Rhubarb Pie

Baking, Ciasta, Drożdżówka, Food, Food Photography, Fotografia, Gotowanie, Jedzenie, Pieczenie, Rabarbar, Rhubarb

Rhubarb
RhubarbRhubarb
Któregoś dnia zachciało nam się drożdżówki. Takiej prawdziwej, domowej drożdżówki. Na dodatek z rabarbarem i z posypką. Nie miałam więc innego wyjścia jak podjąć się wyzwania i zaczęłam poszukiwania idealnego przepisu na ciasto drożdżowe.
W lodówce brakowało świeżych drożdży, w szafce za to królowały te suche. Po chwili zastanowienia i trudnych matematycznych obliczeń (czy wspominałam już że matematyka to zdecydowanie moja pięta achillesowa?) doszłam do wniosku że z braku laku lepsze i to i postanowiłam zmodyfikować przepis i wykorzystać drożdże w proszku (jak się później okazało wcale nie najlepszy pomysł).
Do dziś nie wiem co poszło nie tak i po wypróbowaniu kilku różnych przepisów, teraz obwiniam o wszystko piekarnik. Może to jednak nie wina drożdży i mąki że moje ciasto nie było takie, jakbym sobie zażyczyła. Wiem, nieudanym ciastem nie powinnam się tutaj chwalić, ale zdjęcia wyszły nie najgorsze więc czemu by się nie podzielić? Następnym razem zmodyfikuję jeszcze kilka rzeczy i obiecuję, że upiekę idealną drożdżówkę jak u mamy!
Niestety, nie pamiętam którego przepisu używałam przy wypieku ciasta z dzisiejszego posta, jednak w moich próbach zmierzyłam się między innymi z tym (które okazało się najbliższe ideałowi) oraz tym.
• • •
One of those days we had a craving for a bun. This real, home-made kind of bun. With some rhubarb and crumble on top. I didn’t have a choice but to take up the challenge and I started my search for a perfect bun recipe.
My fridge wasn’t stocked up with any fresh yeast, but instead I had plenty of dried yeast in the food cupboard. After taking a second to think and carry out some complicated mathematical calculations (have I ever mentioned before that maths is my Achilles’ heel?) I decided that better dried yeast than nothing and decided to use them instead (as I later found out, not the smartest idea).
I still can’t figure out what went wrong and after many attempts to finding the right recipe I now blame the oven. Maybe it wasn’t yeast’s or flour’s fault that my cake didn’t turn out the way I wanted it to be. I know that botched cake isn’t something that I should boast about here, but surprisingly photos turned out quite well so why not post them? Next time, I will change few more things around and promise, I’ll make a perfect bun, like mums can do!
Sadly, I can’t remember which recipe I used when making the cake from today’s post. But in my many attempts I faced those two: click 1 & click 2 – both in Polish.


Rhubarb
Rhubarb
RhubarbRhubarb
Po prawej, pierwszy etap przygotowywania schłodzonych napojów – świetnego dodatku do ciasta w upalny dzień.
On the right, first stage of preparing some chilled drinks – an amazing addition do the cake on a hot summer day.